Wywiad dla K MAG

„Dyskretna forma buntu”

W Paryżu właśnie skończyła się wystawa, na której pokazał trzy, pozornie różniące się od siebie, cykle fotografii. Tylko pozornie, bo ich łącznikiem, jak i w całej twórczości Borysa Makarego jest kobieta. Ale nie tylko, bo także przekaz płynący ze zdjęć, a nie ich forma, stanowią dla niego największą wartość.

1. Czym jest dla Ciebie fotografia?

Fotografia jest komentarzem do świata, w którym żyję. W ten sposób obrazuję swoje emocje i wrażliwość. To jest mój cel. Wynika to z mojej potrzeby odnoszenia się do rzeczywistości, z którą często się nie zgadzam, być może jest to pewnego rodzaju dyskretna forma buntu.

2. Buntu?

Bardzo nie podoba mi się hipokryzja i obłuda, która nas otacza i odnosi się do wielu aspektów naszego życia. Żyjemy w świecie pełnym kontrastów, dualizmów, w świecie, gdzie cenzurujemy ciało, a z drugiej strony w wielu przekazach gloryfikujemy przemoc i cierpienie. Coś, co jest nam bliskie, naturalne, jest w zasadzie niemoralne. To jest kontrast, z którym się nie zgadzam i dziwi mnie, że ciało, które pokazuję w wielu moich projektach, jest takim tabu dla wielu ludzi.

3. Niedawno pokazywałeś swoje fotografie w galerii Claude Samuel w Paryżu. Jak do tego doszło?

Jest to moja trzecia wystawa w tym mieście, ale tym razem indywidualna. Na wystawę zaprosił mnie kurator galerii Claude Samuel, którego spotkałem dwa lata wcześniej na mojej pierwszej wystawie w Paryżu, która odbyła się w galerii Nue. Wówczas była to wystawa zbiorowa, gdzie oprócz moich prac prezentowano również prace Marca Blackiego, Martiala Lenoira i Michelle Brei.

4. Pokazałeś na niej trzy projekty, które pozornie, przynajmniej na poziomie stylistycznym, różnią się od siebie. Coś je łączy?

Wspólnym mianownikiem tych projektów jest kobieta. Staram się w specyficzny dla siebie sposób zgłębić jej naturę, a zarazem odnieść się do roli, którą pełni, oraz postrzegania jej we współczesnym świecie. Jestem zafascynowany kobietami, kobiecym ciałem, jego formą, jak i ich osobowością. Ważnym aspektem mojej twórczości jest relacja kobiety i mężczyzny, ich wzajemna symbioza. Oczywiście nie ograniczam swojej pracy wyłącznie do kobiety, można powiedzieć, że skupiam się na człowieku, jego emocjonalności, jego miejscu w świecie, czy relacji z naturą.

5. Fotografujesz czasem mężczyzn?

Tak, ale zdecydowanie rzadziej niż kobiety.

6. Do którego z tych projektów jest Ci najbliżej?

Wszystkie są dla mnie istotne i każdy z nich na swój sposób jest bardzo osobisty. Gdybym miał wybrać jeden, to chyba „They were”. Sprowadza się on do manreyowskiej formy negatywów, na których ręcznie malowałem znaki i cyfry symbolizujące charakter kobiet, które znałem i z którymi byłem związany. Projekt wieloznaczny, w którym odczytanie obrazu zależy od prawidłowej interpretacji znaku oraz zrozumienia znaczenia cyfr opartych w numerologii, jej symbolice. Każdy obraz opowiada „historię” innej kobiety. Prace w tym projekcie są również wyjątkowe, gdyż w wyniku ręcznego malowania są niepowtarzalne. Każda z nich, mimo że pokazuję to samo, odrobinę się różni. Tym projektem rozpocząłem również moją przygodę z Paryżem, gdzie oprócz pokazania go na dwóch wystawach, był przedstawiony w Carrousel du Louvre. Wydany został również w albumie „UNLOCKED” przez grecki Atopos, która była pierwszą książką z moimi pracami.

7. W twoich fotografiach jest sporo nagości.

Kobiece ciało cechuje się ogromną emocjonalnością i sensualnością, dlatego też w swoich projektach artystycznych fotografuję kobiety nago. Odzieram je ze wszelkich możliwych oznaczników czasu i miejsca, chyba że ich pozostawienie wynika z założeń danego projektu. Postępując w ten sposób, chcę pokazać piękno kobiecego ciała, które dla mnie jest symbolem natury, pewnym jej ideałem. Traktuję ciało kobiety jak pejzaż, staram się zarówno ciało, jak i kobietę, przedstawiać w nieoczywisty sposób. Jeżeli kobiety w moich projektach byłyby ubrane, od razu w pewien sposób byłyby określone – można więc powiedzieć, że pokazuję kobietę ponadczasową. Gdy fotografuję kobiety nago, uwieczniam inną emocjonalność, wrażliwość, nawet gdy tej nagości nie pokazuję w sposób bezpośredni, oczywisty. Można w tym miejscu zacytować Arakiego: „Dla kobiety rozebranie się wiąże się z silnymi emocjami. Gdy jest naga, na jej twarzy można wyczytać to, co czuje. Każę jej się rozebrać, żeby zrobić jej portret, nie muszę pokazywać jej ciała”

8. Man Ray, Caspar David Friedrich… kto lub co jeszcze Cię inspiruje?

Życie, a jeśli chodzi o artystów to zdecydowanie Nobuyoshi Araki. Niezwykle płodny i inspirujący artysta. Mam większość jego albumów. Jego prace silnie osadzone w kulturze japońskiej są wielopłaszczyznowe, niedopowiedziane. Uważam, że jest to geniusz współczesnej fotografii. W pewien sposób nawiązałem do jego twórczości w projekcie „Polish misia”. Chciałem w ten sposób walczyć z tabu nagiego ciała, które jest bardzo silne w kulturze Zachodu, a nie istnieje w kulturze Wschodu i pokazać kobiety jako wyzwolone, świadome swojej seksualności.

9. Tworzysz fotografię kreacyjną i konceptualną. Co to oznacza?

Wieloznaczność. Nie lubię, kiedy fotografia jest oczywista. Tworząc swoje projekty, staram się zaangażować widza w odczytanie mojego przekazu. Jest to pewnego rodzaju zabawa w jego interpretacje, odnalezienie w tym wszystkim mnie oraz skonfrontowanie mojego postrzegania z postrzeganiem odbiorcy. Jest to dla mnie najbardziej intrygujące i cieszy mnie, gdy spotykam się z różnorodnym odczytaniem moich projektów, nieraz bardzo zaskakującym i odmiennym od mojego. Pokazuje to, jak różnie postrzegamy otaczający nas świat, jak różnie go interpretujemy. Każdy „czyta” obraz indywidualnie, a na jego postrzeganie składa się jego subiektywny ogląd rzeczywistości, jego doświadczenia, czy chociażby światopogląd. Oczywiście cieszy mnie, gdy odbiór moich prac jest zgodny z moim przekazem. Cieszy mnie, gdy widz zaangażuje się w odczytanie mojej fotografii, gdyż potraktowanie niektórych moich projektów powierzchownie prowadzi do całkowicie błędnej, innej od założenia interpretacji. Przykładem może być projekt „Polish misia”, który jest wielopłaszczyznowy i porusza zarówno aspekty psychologiczne jak i socjologiczne, natomiast potraktowany powierzchownie może się wydawać seksistowski, perwersyjny czy banalny.

10. Ważniejszy jest więc dla Ciebie pomysł od aspektu estetycznego?

Estetyka dla mnie nie ma tak bardzo znaczenia. Dobieram estetykę do treści, bardziej liczy się dla mnie funkcja fotografii, jej przekaz, a nie forma. Nie chcę się zamknąć w jednym stylu, ciągle poszukuję. Można operować różnymi stylami, łączyć je, łamać zasady kompozycji, ale, żeby to robić i robić to z sensem, trzeba najpierw świetnie te zasady poznać, wtedy robi się to świadomie. Staram się bawić fotografią, konwencjami, łączyć różne media.

11. Jesteś otwarty na inne rodzaje fotografii. Podobno uczyłeś się także fotografii mody?

Tak, od fotografii mody rozpocząłem poważniejszą przygodę z fotografią. Wyjechałem do Nowego Jorku, gdzie uczyłem się fotografii mody w International Center of Photography oraz asystowałem Richardowi Warrenowi. Tam też pracowałem również dla IMG Models. Po powrocie do Polski kontynuowałem pracę w branży, ale po pewnym czasie zacząłem inaczej postrzegać fotografię, skończyłem ASP w Poznaniu i zająłem się fotografią artystyczną.

12. Zajmujesz się też projektami reklamowymi.

Tak, ale robię to wybiórczo i staram się podejmować tylko te zlecenia, które mnie intrygują i przy których mam swobodę twórczą. Fotografia nie jest moim głównym źródłem utrzymania, jestem również ekonomistą i wykładowcą akademickim, dlatego mogę być selektywny, jeśli chodzi o zlecenia komercyjne. Nie chcę, żeby ktoś narzucał mi, co mam robić. Jeśli coś nie jest „moje”, nie czuję tego, to nie podejmuję się tego, bo to po prostu nie będzie prawdziwe.

13. Cyfra czy analog, mały czy duży format?

Nie lubię mówić o sprzęcie i technice. Należy uczyć się techniki, ale jej opanowanie jest tylko kwestią czasu, a najważniejsze jest to, aby wiedzieć, co chce się poprzez fotografie, swoją sztukę przekazać, czemu ma służyć i co ma wyrażać. Niektórzy za bardzo skupiają się na sprzęcie, zapominając, po co robi zdjęcia.

Wywiad przeprowadziła Kaja Werbanowska

„Unseen dialogues” Grzegorz Kosmala

Borys Makary is an exploring artist. It seems that he hasn’t found his favourite form of expression yet. Thus so many intriguing forms of depicting and methods of presenting topics. No matter if it is an attempt to discover links between a man and nature, putting him into the landscape, or Man-Ray’s like presenting the reality using negatives and numerological describing of man, Makary’s photographs are a journey through the corners of human mind, an attempt to catch that what is ephemeral and simultaneously – a set of his own photographic path. During this journey, Makary proves he is an unusually talented artist able to break cliches and replace them with his own original observations and associations.

Borys Makary’s photographs are like opium: addictive and unforgivable. Once seen, they come back to the recipient repeatedly like a boomerang thrown in the Australian bush. They tempt. They hypnotise. They addict. Through his pictures, Borys plays an endless game with a viewer, a game in which he establishes the rules, and during which he is both, the demiurge and an active participant. The unconscious of anything recipient gets caught up in this game as easily as the insect lured by the carnivorous sundew. Each Makary’s exhibition reveals another scene of this peculiar game and the key to the understanding of its principles is total immersion in the magic of his images.

There are two trends noticeable in Makary’s work. On the one hand it is a fascination with the human body, especially the female body and femininity in general; on the other hand, it is admiration for the beauty and power of nature. Both threads are led parallelly, although it happens to them to enter together into an invisible dialogue. Such a dialogue is the latest presentation of Makary’s works, that consists of works from the artist’s archives that have never been displayed publicly before as well as the photographs made specially for the Cracow exhibition.

Why Unseen Dialogues? Because they are not obvious, one must look for them in the game of the pictures, in their associations. Seemingly simple, they can make a mess in one’s head. To understand them properly can cause some trouble. In addition, Makary doesn’t help us in this task. He makes us analyse them carefully picture by picture in order to find their connection, to hear their dialogues. What they are talking about? What they want to tell us? Let’s listen to…

Grzegorz Kosmala

Tekst kuratorski „Unseen dialogues” Grzegorz Kosmala

Borys Makary jest artystą poszukującym. Wydaje się, że jeszcze nie znalazł swojej ulubionej formy wypowiedzi. Stąd wielość intrygujących metod obrazowania i sposobów przedstawiania tematów. Czy to próba odnalezienia związku człowieka z naturą, wpisania go w krajobraz, czy też man-rayowskie obrazowanie rzeczywistości za pomocą negatywów oraz numerologicznego opisywania człowieka, fotografie Makarego są wędrówką po zakamarkach umysłu, próbą uchwycenia tego, co ulotne, a jednocześnie wytyczeniem własnej drogi fotograficznej. W trakcie tej wędrówki Makary udowadnia, że jest twórcą niezwykle utalentowanym, potrafiącym łamać utarte schematy, by na ich gruncie tworzyć oryginalne i tylko jemu właściwe spostrzeżenia i skojarzenia.

Fotografia Borysa Makarego jest jak opium: uzależnia i nie odpuszcza. Raz zobaczone obrazy wracają do odbiorcy systematycznie, jak bumerang rzucony w australijskim buszu. Kuszą. Hipnotyzują. Uzależniają. Swoimi obrazami Borys toczy z widzem niekończącą się grę, w której sam ustala reguły, w której jest zarówno demiurgiem, jak i aktywnym uczestnikiem. Niczego nieświadomy odbiorca daje się wciągnąć w tę grę, niczym owad zwabiony przez mięsożerną rosiczkę. Każda wystawa Makarego jest kolejną odsłoną tej specyficznej gry, a kluczem do zrozumienia jej zasad jest całkowite poddanie się magii jego obrazów.

W twórczości Makarego widoczne są dwa nurty. Z jednej strony jest to fascynacja ludzkim ciałem, w szczególności ciałem kobiety i kobiecością w ogóle; z drugiej – podziw dla piękna i potęgi natury. Oba wątki są przez niego prowadzone równolegle, ale czasem zdarza im się wejść ze sobą w niewidzialny dialog. Takim dialogiem jest najnowsza prezentacja prac Makarego, na którą składają się prace z archiwum artysty, które do tej pory nigdy nie były pokazywane publicznie, jak również fotografie wykonane specjalnie na krakowską wystawę.

Grzegorz Kosmala

„Polish misia” / Wywiad / Gazeta Wyborcza

Rozmowa z Borysem Makarym, fotografem, autorem projektu „Polish misia”, którego efekty można oglądać w Klubie Niezależnych Stowarzyszeń Twórczych „Marchołt” w Katowicach do połowy grudnia.

Marta Odziomek: Co jest główną ideą pańskiego projektu fotograficznego?
Borys Makary:
Polish “misia” polega na zobrazowaniu, przedstawieniu zjawiska zarówno psychologicznego, jak i socjologicznego, które jest obecne, wydaje się „od zawsze”, ale nigdy nie mówiło się o nim w takim kontekście. W projekcie kobiety pokazują swoją silną więź, relację z „misiem”, podkreślając fakt miłosnego podejścia do tych zabawek. Fotograficzna opowieść uzupełniona jest wspomnieniami związanymi z tym „pluszowym przyjacielem”. Projekt obejmuje fotografie 100 kobiet wraz z ich misiami.
W pracy mówię otwartym tekstem. Może być on odczytany na różne sposoby. Poruszam się między dokumentem a kreacją. Praca jest ironicznym komentarzem do popkultury i przeerotyzowania obrazu kobiety we współczesnym świecie. Ma ona także pokazać erotyzację współczesnego życia, chęć obnażania się i emanowania seksualnością, jednocześnie będąc kolekcją „polizanych misiów” i wpisując się w starą tradycję zbioru w fotografii. Oczywiście byłem także reżyserem, który wpływa na osoby i sytuacje, przez co tworzy pewne zjawiska, „fałszując” rzeczywistość, tworząc poprzez te działania fakty uznawane za obowiązujące i prawdziwe.

Ale media i tak kreują nierzeczywisty obraz kobiet, krzywdząc je tym samym.
– Oczywiście. Wizerunek współczesnej kobiety pokazywanej na okładkach kolorowych pism, w reklamach i na billboardach jest przekłamany, przeerotyzowany, skupia się właściwie tylko na warstwie cielesnej, seksualnej i przekaz ten na pewno jest wyidealizowany. Taka kobieta po prostu nie istnieje, ponieważ w większości przypadków jest poprawiana w procesie postprodukcji, czy to fotograficznej czy wideo. Część kobiet ulega presji tego wizerunku i stara się do niego dążyć, po prostu by tak wyglądać, część z nich taka wykreowana kobieta wpędza w kompleksy, czyniąc je w pewnym sensie nieszczęśliwe.

Dlaczego kobiety na pańskich zdjęciach liżą swojego misia z dzieciństwa?
– Sądzę, że mają ku temu różne motywacje. Może niektóre z nich chcą tym gestem zwrócić na siebie uwagę? Stać się na chwilę atrakcyjne? Odbiorca sam powinien doszukać się odpowiedzi na to pytanie, ponieważ każde zdjęcie przedstawiające dziewczynę i jej misia jest indywidualne w swoim wyrazie. Ta mnogość interpretacji jest dla mnie bardzo intrygująca.

Oprócz zdjęć dziewczyn, które liżą misie, na wystawie znajdują się także portrety samych misiów. Dlaczego?
– W pewnym momencie pracy nad projektem misie zaczęły mnie bardziej interesować niż same dziewczyny. Każdy z nich jest inny i każdy jest nosicielem innej opowieści. Są fascynujące i świetnie oddają również charakter każdej z ich posiadaczek.

Na zdjęciach dziewczyny są roznegliżowane. Jak udało znaleźć się takie, które nie miały oporów, by rozebrać się przed obiektywem?
– Ta nagość jest symboliczna, pokazuje brak granicy, intymna bliskość. Niektóre pozują topless, inne zakrywają swoje ciało misiem lub stoją bokiem do obiektywu. Jedne zdjęcia są więc bardziej perwersyjne, inne sentymentalne. Dawałem im pełną swobodę podczas zdjęć, nie mówiłem, jak mają pozować, jakie gesty wykonywać. Stopień ich roznegliżowania jest zresztą różny i zależy od osobowości każdej z kobiet. Kiedy rozeszła się wieść, że wykonuję takie portrety, to kobiety zaczęły zgłaszać się same. Muszę zaznaczyć, że tylko kilka z nich to profesjonalne modelki. Cała reszta to dziewczyny nie związane z branżą modelingu. Dla części z nich, jak same to zaznaczyły, udział w projekcie był sposobem na odkrycie własnej atrakcyjność, pokonania pewnych schematów myślenia o własnym ciele.

Zdjęcia to nie jedyne pokłosie projektu.
– Tak, wystawie towarzyszą krótkie wspomnienia każdej dziewczyny związane ich misiem. Zdjęcia – przynajmniej na pierwszy rzut oka – mają wydźwięk erotyczny, zaś teksty – zupełnie inny. Mówią o przywiązaniu tych kobiet do swoich maskotek, są w tych listach bardzo dziewczęce, niewinne, urocze. Ten dualizm jest bardzo ciekawy, zaskakujący, intrygujący. Z jednej strony mamy wrażliwość, ciepło, a z drugiej kobietę świadomą swojej atrakcyjności w mocno erotycznym akcie lizania. Te wspomnienia to bardzo istotny element projektu, który nadaje mu kolejną warstwę interpretacyjną.

Wystawa w Katowicach nosi dopisek „w hodzie Arakiemu”. W jaki sposób Pańskie zdjęcia odnoszą się do twórczości Nobuyoshiego Arakiego?
– Wystawa ta koresponduje symbolicznie z pracami Arakiego – niedopowiedzianymi, wielopłaszczyznowymi fotografiami, silnie osadzonymi w kulturze japońskiej. Uważam, że jest to geniusz współczesnej fotografii. Wywołuje protesty w różnych środowiskach poza Japonią. W Europie na przykład na jego wystawy spotykały się z protestami środowisk feministycznych, które w zdjęciach Arakiego dostrzegały przemoc, seksizm czy przedmiotowe traktowanie kobiet. Wynika to z braku zrozumienia kultury japońskiej, specyficznego miejsca kobiety w patriarchalnym modelu społeczeństwa, podejścia Japończyków do ciała czy do seksu. W Japonii fotografie te są rodzajem manifestacji kobiet, które żyją w cieniu swoich mężów. Szokującym faktem dla kobiet Zachodu jest to, że Japonki chcą być tak uwiecznione na fotografii i same zgłaszają się do Arakiego. Co więcej, na Wschodzie nie ma tabu nagiego ciała, które u nas jest bardzo silne. Wstydzimy się własnego ciała, erotyzmu oraz seksualności, co jest obce Japończykom. Poprzez projekt „Polish misia” chcę między innymi walczyć z tą postawą oraz pokazać kobiety jako wyzwolone i świadome swojej seksualności.

Borys_Makary_wyborcza